Zwolniony pilot otrzymał
„Zwolniony pilot otrzymał też pismo od Szpakowskiego z zapewnieniem, że jego powrót będzie możliwy w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Gdy jednak upłynął ten czas, okazało się to obietnicą rzuconą na wiatr. W kilku kolejnych rozmowach, jakie przeprowadził na różnych szczeblach Lotu i ministerstwa, dowiedział się, że jego ewentualny powrót stworzyłby niebezpieczny precedens. Ale niech nie traci nadziei — pod koniec 1985 roku zostanie powołana w przedsiębiorstwie specjalna komisja do rozpatrzenia problemów pilotów zwolnionych w stanie wojennym.
— Odczekałem, ile mi kazano i jeszcze dłużej — napisał Stanisław Płachciński do Jana Dobraczyńskiego — po czym znów przypomniałem się władzom Lotu. Oficjalnie zakomunikowano mi, że żadna komisja dotąd się nie zebrała i nic nie wskazuje na to, aby miano ją kiedykolwiek powołać. Natomiast na korytarzu dowiedziałem się od kolegów, że owszem są przyjęcia, ale osób zamieszanych w przemyt, a także dwudziestu absolwentów Politechniki w Rzeszowie, których trzeba będzie dopiero szkolić. W tych rozmowach nie mogłem sobie darować uwagi o rozrzutności szefów Lotu Przecież jedna godzina nauki w samolocie kosztuje 700 tysięcy złotych!“(9)