Ogromna ilość mieszkań

włodarzewska sa |Purina |Wyniki

„Ogromna ilość mieszkań, sublokatorskich pokoi, sklepów, biur, warsztatów. Ogromna armia ludzi te lokale udostępniających, ryzykujących swym bezpieczeństwem bardziej niż przychodzący i wychodzący konspiratorzy. Znów ogromna, bezimienna armia. Jakże różne to były lokale — wystarczy przebiec myślą po warszawskich lokalach „Pasieki". Było przedszkole na Złotej i eleganckie, zamożne mieszkanie na Żoliborzu, i warsztat szewski na Kazimierzowskiej, i laboratorium bakteriologiczne na Marszałkowskiej, jakieś inteligenckie mieszkania na Hożej, Nowogrodzkiej, Smolnej, a obok mieszkanie maszynisty kolejowego na Pańskiej i krawca na Wilczej, i wiele robotniczych mieszkań przy ulicy Brzeskiej. Z tą Brzeską była dziwna sprawa. Kiedyś, w niedzielę rano miało się tam odbyć spotkanie; jednakże przychodzącym w umówionym terminie młodym ludziom zakłopotani gospodarze wyjaśnili, że przyjechała właśnie znajoma z prowincji i w zbyt ciasnym mieszkaniu, przy mało znanej osobie trudno będzie załatwiać konspiracyjne sprawy. Gospodarze przygotowali jednak wyjście z sytuacji, zwrócili się do sąsiadów i ci czekają gotowi. „To bardzo porządni ludzie, swoi ludzie". Spotkanie odbyło się u sąsiadów. A potem było wiele spotkań przy ulicy Brzeskiej; jedna robotnicza rodzina drugiej, jedni sąsiedzi drugim, znajomi znajomym przekazywali konspiratorów, którzy uzyskiwali mnóstwo lokali, czuli się w nich jak wśród najbliższych, jak w rodzinie. Ileż w tych i innych lokalach okazywano serca! Na Pańskiej po odprawie żona maszynisty wywoływała „Witolda" do kuchni, nalewała herbatę, krajała chleb. Na Grochowskiej „Ciocia" czekała zawsze z wyśmienitą zupą jarzynową, a na pożegnanie dawała piękne bukieciki nasturcji ze swego ogródka. Społeczeństwo! Tak, mogliśmy konspirować, mogliśmy walczyć, bo z nami było całe społeczeństwo, bo tramwajarz przed każdym przystankiem, kolejarz przed każdą stacją ostrzegał o łapance, bo rikszarz mocniej naciskał pedały, gdy orientował się, że wiezie kogoś z podziemnego świata, bo dorożkarz mocniej zacinał konia, dozorca — gdy w nocy gestapo poczynało walić do bramy — specjalnie marudził z ubieraniem się, a jednocześnie na wszystkich klatkach schodowych włączał światło na alarm, kartki wyrzucone przez więźnia z gestapowskiego samochodu zawsze trafiały do właściwych rąk, urzędniczki w ewidencji ludności usuwały z kartotek zagrożone karty, bo księża dawali na lewe nazwiska śluby, ułatwiali pogrzeby poległych w dywersji, bo lekarze..., bo grabarze..., zwykła przekupka..., całe kamienice, całe wsie, każdy. To było społeczeństwo, wspaniałe polskie społeczeństwo w chwilach najcięższej próby. Byli oczywiście i zaprzańcy, i złota młodzież, i bywalcy kasyna gry, i volksdeutsche, były i musiały być osiadające w szalonej wirówce wojny na brzegach narodowej kadzi męty społeczeństwa, lecz społeczeństwo samo było wspaniałe. To do tego wspaniałego społeczeństwa chciała przerzucić mosty z podziemnego świata akcja „M"; to między tym społeczeństwem i tymi mętami chciała kopać przepaść.“(15)

<<<< świecąca jak latarnia Zacząłem | Stałe podwyższanie wysokości >>>>

Bet-At-Home |Cennik usług budowlanych |utwory autorskie