- A ja sądziłem że zdziałałem więcej
„— A ja sądziłem, że zdziałałem więcej, kiedy ulżyłem choremu w cierpieniu. To prawda, jak mi pan dowodził, że ten człowiek zwariował. Co pan nazywa obłąkaniem Czy nie jest onn odejściem duszy
— Albo rozumu — rzekł Marat.
— Nie sprzeczajmy się. Termin „dusza" umożliwia mi znalezienie tego, czego szukam, a skoro znalazłem to, czego szukam, jest mi obojętne, jak się to nazywa.
— Tu się więc różnimy! Powiada pan, że znalazł pan rzecz i nie szuka jej nazwy. Ja zaś twierdzę, że szuka pan i jednego j drugiego, to znaczy rzeczy i jej nazwy.
— Wrócimy zaraz do tej kwestii. Jak mi się zdaje, pan powiedział, że obłąkanie nie jest niczym innym, jak tylko chwilowym odejściem rozumu.
— Oczywiście. Widziałem w Bicetre wariata, który gryząc żelazną kratę krzyczał „Kucharzu, twoje bażanty są delikatne, ale źle przyrządzone!"
— Ale czy pan nie przypuszcza, że obłąkanie to jakby chmura, która przysłania rozum, a kiedy chmura odejdzie, rozum zaczyna znów sprawnie funkcjonować
— To się prawie nigdy nie zdarza.
— A przecież widział pan naszego pacjenta normalnego i po wariackim śnie.
— Widziałem, ale tego nie rozumiałem. Był to wypadek
wyjątkowy w rodzaju tych, które Hebrajczycy nazywali cu
dami. » ^
— Nie, to nie było nic innego, jak tylko odejście duszy, rozłączenie się materii i ducha. Materii, bezwładnego ciała, prochu, co się w proch obróci i duszy, iskry bożej, zamkniętej na chwi“(6)